Posty

Modlitwa czysta

Usłysz, Panie, głos mój - wołam: zmiłuj się nade mną i wysłuchaj mnie! O Tobie mówi moje serce: "Szukaj Jego oblicza!" Szukam, o Panie, Twego oblicza; swego oblicza nie ukrywaj przede mną, Boże, moje Zbawienie! [Ps. 27] W książce traktującej o wczesnochrześcijańskich mistykach, którą czytam znalazłem ciekawy fragment przypisywany Ewargiuszowi z Pontu, mistykowi, jednemu z największych Ojców pustyni i nauczycielowi św. Jana Kasjana, który jest dobrym wstępem do medytacji: „Dalejże, marny człowieczku! Opuść na chwilę twoje zajęcia, uchyl się nieco od nawału twych myśli. Odrzuć ciążące ci troski, odłóż pochłaniające cię prace. Zajmij się Bogiem, spocznij w Nim przez chwilę a ona rychło objawi z twoim życiu swoją przemieniającą moc. Wejdź do wnętrza swego serca, wyklucz wszystko, co nie jest Bogiem i co nie prowadzi do Niego. Zamknij wejście i szukaj Jego samego. A teraz, moje serce, mów do Boga: >>Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunko...

Życie mierzone rocznicami

Najczęściej mierzymy nasze życie upływającymi rocznicami. Pytamy ciągle: Ile masz lat, która to już rocznica od… Ja mierzę swoje życie także rocznicami innych, tych, którzy wywarli jakiś wpływ na moje życie. Dzisiaj przezywamy kolejną rocznicę śmierci Thomasa Mertona. Dzisiaj kiedy modliłem się w kościele Godziną Czytań, myślałem o tym, jak inne byłoby moje życie i życie wielu innych ludzi, gdyby Thomas Merton nigdy się nie narodził. Szukając wczoraj jakiejś książki Mertona, po którą tradycyjnie mógłbym sięgnąć w ostatnim tygodniu Adwentu natrafiłem na piękną modlitwę ojca Ludwika, którą zamieścił w Myślach w samotności: „Mój Panie, nie mam pojęcia, dokąd idę. Nie widzę drogi przed sobą. Nie wiem na pewno, gdzie się kończy. Nie znam też naprawdę siebie samego i to, że sądzę, iż spełniam Twoją wolę, nie znaczy wcale, że naprawdę to robię”. Jednak dalej dodaje; „Jednakże wierzę, że już samo pragnienie czynienia tego, co Tobie miłe, już Cię w istocie zadowala. Mam również nadzieję, że t...

Wsłuchujemy się w słowo dla pouczenia

Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami dwóch proroków: Izajasza i Jana Chrzciciela. Jeden i drugi nawoływali do nawrócenia i zapowiadali przyjście Mesjasza. Izajasz żył w VIII wieku przed Chrystusem, a Jan Chrzciciel osiem stuleci po nim. A zatem obaj żyli dawno temu. Rodzi się zatem pytanie: Czego ci dwaj prorocy mogą nauczyć nas, ludzi XXI wieku? Żyli przecież w zupełnie innych realiach, nie znali naszych problemów, czy problemów współczesnego świata. Dzisiejsze drugie czytanie zdaje się udzielać pewnej odpowiedzi na tę wątpliwość: „To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję” (Rz 15,4). Słowo Boże jest wciąż żywe i aktualne. Dotyczy to także nauk obydwu proroków. Owszem, nie wiedzieli oni jak będzie wyglądał świat za wiele set lat, ale jedno wiedzieli na pewno: człowiek zawsze będzie potrzebował nawrócenia. I to wezwanie do nawrócenia jest także myślą przewodnią ...

Zaproszenie do modlitwy nieustannej

Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi! Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich! Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła . [Tes 5,4-6.15-22] Kluczem wezwania św. Pawła jest zachęta do modlitwy nieustannej. To zachęta, jaka powinna nas zatrzymać szczególnie w czasie Adwentu – okresie oczekiwania, który w jest jakimś odbiciem całego życia człowieka wiary. Stąd również modlitwa: Marana Tha wydaje się być modlitwa szczególnie bliską temu okresowi modlitewnego czuwania...

Różne wymiary Adwentu

I tak oto z Bożą pomocą doczekaliśmy kolejnego czasu Adwentu. Adwent to czas oczekiwania. Jednak to oczekiwanie może mieć różne wymiary. Nas najbardziej interesuje wymiar duchowy tego oczekiwania. Może warto zatem postawić sobie na początku tego czasu pytanie: Na co ja tak naprawdę czekam? Zarówno w dalszej perspektywie jak i w bliższym kontekście czasowym. Odpowiedź na to pytanie wcale nie musi być łatwa, jeśli nie będzie potraktowana zbyt powierzchownie, bo życie duchowe nie lubi powierzchowności. Jeśli jednak zatrzymamy się nad tym pytaniem i pozwolimy mu wybrzmieć w naszym sercu, w którym najbardziej wybrzmiewają nasze osobiste tęsknoty zarówno te ujawniane jak i te skryte odpowiedź na to pytanie może być nie tylko zaskakująca dla nas samych, ale może także pomóc porządkować nasze życie. A przecież w jakimś sensie taka jest właśnie rola Adwentu. To jeden z jego wymiarów. Innym może być to, że tegoroczny Adwent wprowadza nas – ludzi Kościoła w nowy rok liturgiczny przeżywany ...

Oczyścić świątynię naszego serca

Potem Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej.  Mówił do nich: «Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców» I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem. [Łk 19,45-48] Znak oczyszczenia świątyni, który czyni Jezus, jest zwróceniem uwagi na istotę szczególnego miejsca, jakim jest miejsce modlitwy, miejsce spotkania z Bogiem. Idąc za myślą Pisma Świętego  można powiedzieć, że dla każdej i każdego z nas takim miejscem, gdzie w sposób szczególny i najbardziej intymny spotykamy się z Bogiem jest nasze serce, które zarówno starotestamentalna Księga Mądrości jak i św. Paweł nazywają świątynią, miejscem obecności Boga w nas. Dzisiaj Chrystus odwołując się do obrazu i roli świątyni mówi, że to, co jest zbędne, powinno się z niego usunąć a to, co istotne ...

Rzucić się na szyję Jezusowi

W jednej z książek poświęconej „Modlitwie Jezusowej” znalazłem porównanie, że modlitwa ta jest niczym rzucanie się na szyję Jezusowi. Chrystus w Ewangelii zachęcał swoich uczniów do tego by ich sposób postępowania i mowa były odzwierciedlone prostą i czytelną postawą wyrażającą się określeniem: „tak – tak, nie – nie”,   gdyż jak sam uzasadniał wielomówstwo na modlitwie, czy wchodzenie w dyskusje zwłaszcza z pokusą pochodzą od złego. Taką pokusą może być także próba oparcia naszej modlitwy na elokwencji i na naszych zdolnościach. A przecież żeby powiedzieć Bogu: „kocham Cię” nie trzeba wielu i wyszukanych słów. Dokładnie tak, jak w Ewangelii, gdy Jezus pyta Piotra: „Czy kochasz Mnie?”, oczekuje krótkich i prostych odpowiedzi. Dlaczego? Sam Piotr to uzasadnia: „Panie, Ty i tak wszystko wiesz.” W życiu duchowym do wyznania wiary czy miłości     wystarczą krótkie słowa. Podobnie jest w walce z pokusą, w naszym sprzeciwianiu się Złemu. Próba wchodzenia w dyskusję ze złym ...