Kontemplatywny wymiar patrzenia

 Z Ewangelii według św. Jana

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. (J 5, 17-24).

Wiele rzeczy w otaczającej nas rzeczywistości może nas zniechęcać i smucić. Przede wszystkim jest tym tocząca się wojna na Ukrainie, czy na Bliskim Wschodzie. Nie trzeba się zbytnio wysilać, żeby zobaczyć wiele zła, niesprawiedliwości i przemocy. Bo jak pisał kiedyś ks. Pasierb „Natura zła jest to, że robi dużo hałasu!” Być może doświadczamy także w swojej codzienności jakichś przykrych wydarzeń. Być może czujemy się zawiedzeni ludzkim działaniem lub po prostu jego brakiem.

Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas do postawy kontemplatywności (to sformułowanie które przywołujemy za Franzem Jalics’em). Za tym słowem, kryje się postawa takiego przyglądania się otaczającej nas rzeczywistości w duchu wiary, która odkrywa przed nami Boże działanie. To właśnie w dostrzeganiu działania Ojca w świecie Jezus upatruje swoją siłę. To ważna podpowiedź dla nas i jednocześnie zachęta do tego, abyśmy tak patrzyli na świat, tak czytali i słuchali wiadomości, tak słuchali ludzi, aby dostrzec działanie Miłosiernego i Dobrego Ojca w tym świecie. Nawet jeśli jest w nim tak wiele zła.

I praktyka medytacji chce nam pomagać w takim kontemplatywnym sposobie patrzenia.

W medytacji dyskursywnej – bliższej Kościołowi Zachodniemu i czerpiącej z doświadczenia św. Ignacego Loyoli – medytację nad słowem Bożym kończy zachęta do kontemplacji dla uzyskania miłości. Jest to zaproszenie do wejścia w postawę wewnętrznego poznania „tylu i tak wielkich dóbr otrzymanych od Boga, abyśmy w pełni przejęci wdzięcznością mogli we wszystkim miłować Boga i Mu służyć” (CD 233).

W medytacji niedyskursywnej, którą praktykujemy to przejście wydaje się bardziej naturalne, bo ona sama jest już formą kontemplacji – uczenia się takiego wewnętrznego widzenia, które wpisuje się przez słowo, ciszę i łaskę w sposób widzenia Jezusa.

Jak łatwo jest nam czasem zniechęcić się człowiekiem lub okolicznościami. Tymczasem medytacja chce nas uczyć wyrabiania w sobie postawy uważnego i wdzięcznego patrzenia na świat w duchu wiary w dobroć Boga i Jego ciche, pokorne i miłujące działanie. Praktyka medytacji uczy nas w ten sposób widzenia tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się być niewidoczne: Dostrzegania Bożej obecności w świecie. Przecież wierzymy w to, że Bóg jest miłością i jest dobry. Skoro tak jest, to czemu tak trudno nam to dostrzec w świecie czy w ludziach ( w tym w sobie) aby przez to wzrastała nasza wdzięczność i radość a pozwalamy, aby tak mocno skupiało nas na sobie zło, które nam tę radość odbiera?

Oby wytrwała praktyka medytacji zmieniała w nas te proporcje w patrzeniu na rzeczywistość!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przemiana

Boża sprawiedliwość czyli miłosierdzie

Między ciszą a ciszą...