Prawo miłości
Z Ewangelii według św. Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim” (Mt 5, 17-19).
„Droga do Królestwa Niebieskiego wiedzie przez dwie postawy. Pierwszą z nich jest poznanie, drugą – ugruntowanie” – pisał św. Efrem Syryjczyk, którego liturgiczne wspomnienie przypadało wczoraj.
Co mamy poznawać? Prawo Boże. Ale nie chodzi o prawo w znaczeniu przepisów, przykazań, zasad etc. Chodzi o prawo określone jednym słowem: Caritas – Miłość. W tej jednej postawie streszcza się całe prawo, tak, że św. Augustyn może powiedzieć: „Kochaj i czyń co chcesz!”
Łatwo powiedzieć. Gorzej z wypełnieniem, co wiemy z praktyki. Gdyż nie chodzi o jakąkolwiek miłość, ale o taką, której wzór mamy w największym nauczycielu miłości, jakim dla nas jest Jezus.
I tu często zaczynają się schody. Bo mamy świadomość, jak wiele jest w nas deficytów miłości. Nosimy w sobie taki obraz miłości , jakiej doświadczyliśmy i jakiej nas nauczono w domu, w szkole, w środowisku, w którym dorastaliśmy… A wiemy, że nie były one pod tym względem doskonałe.
I ta świadomość naszej ubogiej, niedoskonałej i egoistycznej miłości to – jak napisze św. Efrem Syryjczyk – jeden z elementów wspomnianego poznania. A jednocześnie punkt wyjścia do tego, żeby chcieć uczyć się miłości od Jezusa. Tej miłości, na którą wskazuje Jezus gdy pyta Piotra: „Piotrze czy ty mnie kochasz?” Ale czy kochasz mnie nie jakąkolwiek miłością, ale tą miłością AGAPE. Miłością, o której Jezus powie, że „Nie ma większej miłości niż takiej, która gotowa jest oddać życie za przyjaciół”.
I wtedy, gdy Jezus zadaje Piotrowi to pytanie, Piotr wiedział, że nie potrafił kochać taką miłością, ale jednocześnie chciał się nauczyć od Jezusa tak kochać. I dlatego pozwolił się poprowadzić droga tej miłości. Drogą nie tyle wypełniania Prawa, przykazań, ale drogą uczynienia całego życia wyrazem Miłości. Agape to życie, które jest wyrazem Miłości. A uczenie się tej sztuki jest – jak pisze dalej Efrem Syryjczyk – drogą serca. Przychodzi bardziej przez łaskę i zrozumienie niż przez teoretyczną wiedzę. Przychodzi przez to, że pozwalamy się ogarnąć i przeniknąć miłością Jezusa niż przez nasze chęci wyuczenia się jej.
Jak ujął to św. Jan: „Bóg jest miłością, kto trwa w miłości trwa w Bogu a Bóg trwa w nim.”
Praktyka medytacji monologicznej jest niczym innym jak trwaniem w Bożej miłości. Jest zgodą, aby ta miłości przez moc słowa i łaski, które jej towarzyszą przemieniała nas wewnętrznie. To wiedza, której nie da się ogarnąć umysłem, bo ona wymyka się naszemu poznaniu intelektualnemu. To wiedza, która wykracza poza słowa, którą przyswaja się sercem. To mądrość – napisze św. Efrem – pochodząca nie z głowy, co przede wszystkim z serca. Jest mądrość wynikająca z wiedzy i jest mądrość wynikająca z praktyki czyli z tego, że coś przestaje być dla nas tylko zewnętrznym doświadczeniem, a staje się czymś moim, własnym – zjednoczeniem z Bogiem: Ja trwam w Nim a On we mnie i to nam wystarczy... Reszta jest owocem tego trwania. Jest owocem, zjednoczenia mojego ludzkiego serca z sercem Boga. Jest owocem, zjednoczenia mojej ludzkiej myśli z myślą Boga. Jest owocem zjednoczenia mojego ludzkiego spojrzenia ze spojrzeniem Boga. Jest owocem zjednoczenia mojej ludzkiej woli z wolą Boga.
To w ten sposób – jak pisze św. Efrem – ugruntowujemy nasze poznanie i pozwalamy, aby przekładało się na konkretne postawy życiowe.
A Merton doda: „To zgoda na prowadzenie nas przez Ducha Świętego, który jest właśnie miłością. Nie wiem jak to się dzieje, ale wiem że pewnego dnia odkrywam, że ta miłość nadaje sens mojemu życiu i staje się motorem moich codziennych wyborów, choć wciąż nie do końca rozumiem, jak to się dzieje. Bóg jest miłośnikiem procesu. Pozwala nam błądzić, jest przy tym z nami. Towarzyszy nam, nie odrzuca nas nawet wtedy, gdy jesteśmy pogubieni, choć my sami być może tego jeszcze nie zauważamy. Nie mówmy więc do Boga: jeszcze nie umiem wszystkiego, żeby móc się zaangażować w to, czy tamto. Miejmy zaufanie do Boga, że w drodze nauczymy się najwięcej. O ile pozwolimy Mu się poprowadzić. On zatroszczy się o nasze poznanie, o nasze zrozumienie i nasze dorastanie. Dajmy Mu tylko szansę godząc się na to, do czego nas dziś zaprasza.” [T. Merton, Mistyka chrześcijańska]

Komentarze
Prześlij komentarz