Prawdziwa wiara zaczyna się od tego, że nie wiem
Z Ewangelii według św. Mateusza.
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11, 25-27).
Dzisiaj Pan Jezus mówi: „Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.
I możemy się zastanawiać: jak to „komu Syn zechce objawić”? Czy to oznacza, że nie chce wszystkim objawić prawdy o Bogu Ojcu? Tylko komu zechce?
Ojcowie Kościoła odrzucają takie myślenie, że Pan Jezus jakoś wybiórczo tylko niektórym chce objawiać siebie i swojego Ojca. Bardziej podkreślają równość boskiej natury Syna i Ojca. Jezus jest takim samym Bogiem jak Bóg Ojciec, mają tę samą naturę, razem są jednym Bogiem. Skoro jest w stanie objawić nam Ojca, to dlatego, że żadne stworzenie nie jest w stanie objawić czegoś, czego samo w pełni nie zna. My, jako stworzenia, nie znamy w pełni Pana Boga. Chrystus natomiast, mając naturę boską i ludzką, w pełni może nam objawiać Ojca.
Dzisiejszy patron św. Bonawentura pisze: "Jezus jest Tym, który odsłania nam tajemnicę Boga zakrytą od wieków".
I tu pojawia się to, co najważniejsze. Już św. Efrem Syryjczyk nauczał, że Jezus może objawić Ojca, ale objawia Go tylko tym, którzy to objawienie przyjmą. To także jest myśl świętego Augustyna: „tym, którzy przez wiarę i pokorę pozwalają się pouczyć.”
A św. Anzelm Wielki doda, że „pycha jest tym, co zamyka człowieka na wiarę.” Zaś św. Tomasz z Akwinu tłumaczył, że chodzi tu o brak mądrości, która otwiera nas na to Boże objawienie. To znaczy, że nie chcemy go przyjąć, bo wydaje nam się, że wiemy. Taką postawę reprezentował np. św. Paweł przed nawróceniem. Dzisiaj także wykształcenie przeszkadza wielu osobom w przyjęciu prawdy o Bogu a dzieje się tak, ponieważ brakuje im cechy nazywanej pokorą. To właśnie ta brak tej cechy kusi, żeby mówić: „Ja już wszystko wiem najlepiej” i nie pozwala nam pozostawać wiecznymi uczniami.
W naszym codziennym życiu jakże często się z tym spotykamy. Nie lubimy być pouczani – to może dotyczyć jakiegoś szkolenia pracy albo rekolekcji w parafii, gdzie słuchając kogoś pojawia się myśl: „Ja już przecież to wiem…” I nie potrafimy dostrzec, że za taką postawą stoi pokusa zamknięcia naszego serca.
Na płaszczyźnie wiary to postawa szczególnie niebezpieczna.
„Bo prawdziwa wiara – jak pisał Merton – zaczyna się właśnie od tego, że nie wiem. I jest nieustanną prośbą: Jezu, objawiaj mi Ojca. Objawiaj mi drogę do Niego. Objawiaj mi swoją wolę w moim życiu”.
To jest wiara dojrzała: kiedy na tej drodze zawsze pozostaję uczniem Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Z całą pokorą i pełną zaufania prostotą chcąc za Nim podążać, ufając że poprowadzi nas ścieżkami, które dla naszego dojrzewania w wierze będą najlepsze (niekoniecznie najłatwiejsze).
A wspomniany już dzisiejszy patron św. Bonawentura doda: „Chrystus jest drogą i bramą. On wstępowaniem i wędrówką.”
I tę wędrówkę pragniemy realizować przez praktykę medytacji.
A ona uczy nas, abyśmy ufając mocy Jego słowa i łaski przestali się lękać, trwożyć i uciekać przed tym, co On dla nas przygotował i uczyć się patrzeć na siebie i swoje życie tak, jak patrzy na to Bóg: z perspektywy Jego mocy, której chce Ci udzielić. Bo być człowiekiem prostego serca to znaczy wbrew wszystkiemu zaufać tej Bożej mocy.

Komentarze
Prześlij komentarz