Podwójna uważność
Z Ewangelii według św. Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów: To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (…) (Łk 12,39-48)
Jezus zachęca nas dziś do podwójnej uważności. Zarówno tej skupionej na czasie, w którym może przyjść złodziej jak i tej skupionej na godzinie, w której przychodzi Syn Człowieczy.
Dobrze jest poznawać siebie i być świadomym, że są pewne sytuacje, w których jesteśmy szczególnie zagrożeni. I nie chodzi o te zagrożenia, którymi nas straszą ze względu na tocząca się z nasza wschodnią granica wojnę. Chodzi o zagrożenia w sferze ducha. Są – jak przestrzegali Ojcowie Pustyni – szczególne pory dnia, gdy jesteśmy bardziej kuszeni. Jedną z takich pokus jest ta, która przychodzi za sprawą „demona godzin południowych”, który kusi nas lenistwem.
Lenistwo nie jest to przywara tylko naszych czasów. Problem jest odwieczny i uniwersalny, skoro przestrzegają przed nim Święte Księgi.
Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi - bądź mądry (...) Jak długo, leniwcze, chcesz leżeć? A kiedyż ze snu powstaniesz? Trochę snu i trochę drzemania, trochę założenia rąk, aby zasnąć: a przyjdzie na ciebie nędza jak włóczęga i niedostatek - jak biedak żebrzący" (Prz 6, 6 - 11).
Pokusa nic nie robienia dopada i ogarnia co jakiś czas chyba wszystkich.
Choć przyznam, że w tym względzie bliższa jest mi sugestia poety mówiącego:
Lenistwo, to grzech powiadasz?
I jesteś w błędzie!
Lenistwo, to cnota!
Bo płynie z wiary w przeznaczenie!
Ale mówiąc poważnie demon wie, kiedy nas zaatakować, choćby wtedy, gdy jesteśmy bardziej zmęczeni i mniej czujni. Pokusa lenistwa może nas dopaść – i często dopada – właśnie wtedy gdy powinniśmy zadbać np. o wieczorną modlitwę/medytację. Doświadczenie wielu osób pokazuje, że z powodu zmęczenia łatwiej ją sobie odpuścić.
Ale warto też mieć świadomość, że w tej duchowej walce nie jesteśmy sami. Że Jezus wciąż do mnie przychodzi. Z każdym oddechem, z każdym słowem, które w rytmie oddechu wypowiadamy. Zarówno w tych szczególnych chwilach jak praktyka medytacji, jak i w tych zwykłych, gdy nie zawsze jesteśmy świadomi tej Jego obecności a przecież prawda jest taka, że jesteśmy nieustannie otuleni Jego miłością, bo „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” zanurzeni. A każdy oddech ten świadomie wykonany i ten nieświadomy przypomina nam o tym, że to On podtrzymuje nasze życie, którego tchnieniem jest Duch Święty. I On też przychodzi z pomocą naszej słabości, bo także wtedy gdy nie umiemy się modlić, w chwilach trudności, zmęczenia lub duchowej pustki nie jesteśmy sami w modlitwie, bo Duch wstawia się za nami (por. Rz 8, 26).

Komentarze
Prześlij komentarz