Na fundamencie Chrystusa
Z Ewangelii według św. Łukasza
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. (Łk 14, 25-33).
W pierwszym odruchu warunek stawiany przez Jezusa mówiący o nienawiści wobec żony, męża, dzieci, sióstr i braci może nas szokować, no bo jak pogodzić go z wymaganiami miłości, o którym to przykazaniu mówi, że jest „pierwsze i największe?” Św. Mateusz łagodzi nieco ten przekaz używając innego sformułowania: „kto ojca lub matkę kocha więcej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. [por. Mt 10,39]O co więc chodzi Jezusowi? Właśnie o to pierwszeństwo miłości Boga. Pięknie to ukazuje przywołana przez Niego przypowieść. Jeśli ktoś myśli o zbudowaniu wieży (będącej symbolem naszego życia), to jeśli ma ona być ukończona czyli ma nas zaprowadzić do zbawienia, to nie może być zbudowana na innym fundamencie niż Jezus i Jego łaska. Zresztą przypomina o tym św. Paweł mówiąc, że fundamentu nie można położyć innego niż ten, który został położony a którym jest Chrystus. [ 1Kor 3,11].
Jak łatwo jest nam przekroczyć tę zasadę i próbować budować właśnie na innym fundamencie, czyli na miłości własnej, niestety często egoistycznej, czy na własnych siłach. Jest tak za każdym razem, kiedy w relacjach z innymi zwracamy uwagę przede wszystkim na własną korzyść. To właśnie argument: „co mogę zyskać, jak będzie mi lepiej” jest tym, który przeważa o kierunku naszych decyzji.
W naszych wyborach, w których jest przecież jakaś cząstka miłości do innych często przeważa nasz własny interes i nasza własna miłość, niestety nierzadko właśnie egoistyczna, bo zraniona rzeczywistością grzechu. Jest to – jak ładnie to określił św. Karol Boromeusz, dzisiejszy patron – miłość bez krzyża. Taka, która za główny motyw działania uważa własne dobro (ale często dobro rozumiane, jako pewien dobrostan a nie dobro, które rozpatrujemy w sensie zbawczym).
W życiu mamy taką skłonność do wchodzenia w wymianę (bo niekoniecznie jest to autentyczna relacja miłości) z drugim człowiekiem, by coś dla siebie ugrać, coś zyskać. „Kochamy drugiego w sobie samych, dla siebie samych – to znowu określenie św. Karola Boromeusza. Nie dla niego samego.”
Św. Paweł wprowadza ważny warunek: „miłość nie wyrządza zła bliźniemu”. Nasze ego potrafimy tak bardzo zwieść nas, że umiemy uznać za dobre dla drugiej osoby to, co de facto jest złe, ale ponieważ gwarantuje nam to jakąś korzyść umiemy nie widzieć krzywdy, którą wyrządzamy drugiemu.
Zgodzić się na tę miłość, którą św. Karol Boromeusz nazywa „miłością krzyża” to znaczy na trud szacunku do drugiego człowieka. A w jego przekonaniu oznacza to, że dobro (również to duchowe) drugiego człowieka wyznaczają granice mojego postępowania. To oznacza, że musimy dążyć do ukrzyżowania w sobie swego fałszywego ja, które chce być egoistą i zajmować się tylko swoim dobrem, swoim dobrostanem. Temu między innymi służy praktyka medytacji, w której nasze ego nie bardzo się odnajduje (męczy się, nudzi, jest źródłem rozproszeń).
Każda i każdy z nas ma w sobie fałszywe ja. Jezus często w Ewangelii je obnaża. My lubimy temu zaprzeczać, podczas, gdy ono ujawnia się w tak wielu sytuacjach. Tymczasem Jezus oczekuje, że życie Jego uczniów będzie cechowała spójność; że będziemy chcieli służyć Chrystusowi kochając drugiego i siebie samego w sposób przynoszący prawdziwe dobro, czyli takie, które służy najpierw zbawieniu duszy drugiego i naszej własnej. Bo ostatecznie o zbawienie tu chodzi.
Zakończmy te rozważania jeszcze jednym zdaniem dzisiejszego patrona: "Pamiętajcie, Drodzy, że nic nie jest tak potrzebne ludziom Kościoła, jak modlitwa. A zwłaszcza modlitwa medytacyjna. Ona to poprzedza wszystkie nasze działania, towarzyszy im i po nich następuje."
A św. Paweł doda w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Trzymajcie się mocno Słowa Życia” [Flp 2, 16], czemu też pragniemy być wierni w naszej praktyce medytacji i na tym fundamencie budować nasze życie.

Komentarze
Prześlij komentarz