Dzień z życia Jezusa

 Z Ewangelii według św. Marka

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy (Mk 1, 29-39).

Od ostatniej niedzieli Chrztu Pańskiego towarzyszymy za sprawą Ewangelisty Marka początkom publicznej działalności Jezusa. Można powiedzieć, że dzisiaj Ewangelista opisał nam jeden dzień z życia Jezusa. To nie jest spontan – jak powiedziała by dzisiaj młodzież. To jest uporządkowany rytm. Jest czas na pracę: nauczanie, posługę uzdrawiania. Jest czas na sen. Jest czas na modlitwę. Dawniej mnisi dzielili dobę na trzy części: 8 godzin pracy, 8 godzin modlitwy, 8 godzin snu.

Pamiętam spotkanie, które miało miejsce na początku lat 90-tych w seminarium w Warszawie ze św. Matką Teresą z Kalkuty. Jeden z alumnów zapytał kiedyś: „Proszę Matki, jak mam wprowadzić harmonię do mojego rozbieganego życia?” Na co święta miała odpowiedzieć pytaniem: „A modli się ksiądz sześć godzin dziennie? Proszę zacząć od tego a resztę zostawić Panu Bogu.” Przypomina się tu słynne zdanie św. Augustyna: „Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym.” Pod tym względem święci jak widać są zgodni.

Św. Ignacy Loyola zwykł mawiać, że jeśli szatan chce zaburzyć nasze życie zacznie od modlitwy. Jeśli uda mu się sprawić, że zabraknie nam czasu na modlitwę z resztą spraw pójdzie mu łatwo. „Modlitwa i sakramenty są niczym mór obronny, który chroni nasze życie. Nie pozwólmy, żeby popękał.”

Medytacja jest jak nieustanne wzmacnianie tego duchowego muru obronnego, który budujemy wokół naszego serca, utrudniając złemu duchowi dostęp do niego.

Św. Marek pisze dzisiaj o wizycie Jezusa w domu Piotra. Jezus podszedł do teściowej Piotra, która trawiła jakaś słabość i podniósł ją, ująwszy za rękę. Każdy z nas doświadcza różnych słabości. Gdy siadamy do medytacji wchodzimy w jej przestrzeń takimi, jakimi jesteśmy. Za każdym razem, gdy medytujemy Jezus podchodzi do nas, przez moc słowa, które nam w tej praktyce towarzyszy ujmuje nas za rękę, wzmacnia, podnosi (nie tylko na duchu, ale i faktycznie, kiedy wstajemy od medytacji by wrócić do życia umocnienie Jego łaską).

Jako chrześcijanie właśnie z tych spotkań z Jezusem czerpiemy energię by pracować, by służyć innym, by pięknie żyć naśladując Jezusa? Dzięki życiu w jedności z Jezusem nie jedziemy na spontanie, ale pozwalamy, aby On porządkował nasze życie.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Między ciszą a ciszą...

Posłani - powołani

Boża sprawiedliwość czyli miłosierdzie